Kawasaki Versys 1000 SE to kolejny motocykl, który trafił do mnie na testy. O tyle miło, że motocykli z zielonej stajni ciągle niewiele na kanale. Tym razem motocykl o przeznaczeniu szosowo-turystycznym. Tym razem klasycznie – pierwsze wrażenia z jazdy. Pełna recenzja nieco później.
Kawasaki Versys 1000 SE to zdecydowanie bogaciej wyposażona wersja Versys’a. Mamy tu sporo dodatków, których nie znajdziemy w podstawowej wersji. Czy są one tak bardzo potrzebne do szczęścia? Na takie rozważania pozwolę sobie w momencie przygotowywania pełnej recenzji. Dlatego w poniższym odcinku nie znajdziecie informacji na ten temat. Przy okazji „pierwszych wrażeń” z jazdy na nowym motocyklu, skupiłem się tylko i wyłącznie na tychże pierwszych wrażeniach właśnie.
Generalnie motocykl od samego początku zaskoczył bardzo pozytywnie. Pomimo wrażenia masywnego i sporego, motocykl był prosty w odbiorze. Pierwsze jazdy odbyły się w deszczu, w korku z dość wąskim tunelem dla motocykla. Pomimo tego, że początek mojej przygody z tym motocyklem, nie należał do najłaskawszych ze względu na pogodę i warunki na drodze, to jednak bez problemu udało mi się wczuć w ten motocykl. Zawdzięczać należy to temu jak łatwy w prowadzeniu jest ten sprzęt. Wszystko chodzi gładko i płynnie. Systemy działają i pomagają.
Najbardziej w pamięć wryła mi się praca skrzyni. Dopiero pod koniec nagrania, podczas tankowania, przyjrzałem się dokładniej motocyklowi, korzystając z tego, że nie pada na głowę. Wówczas wszystko stało się jasne. Quickshifter zmieniający biegi w górę i w dół. Do tego sprzęgło antyhoppingowe. Tak samo od samego początku zachwycił mnie analogowy obrotomierz połączony z cyfrowym wyświetlaczem. Zresztą obejrzyjcie sami 😉
Niestety klasycznie, podczas pierwszej jazdy, padał deszcz. Dlatego często na nagraniu kamerka jest pokryta wodą. Niestety jeździłem w korku i nie bardzo miałem okazję wyczyścić obiektywu. Ale udało się przetestować kombinezon przeciwdeszczowy SECA MONSUN. Dzięki niemu tym razem dotarłem do domu suchy 🙂 Koniec wstępu, zapraszam na ten odcinek oraz na poprzednie pierwsze wrażenia z jazdy na Husqvarna Svartpilen.