W końcu wpadła w moje ręce YAMAHA MT-10 ABS. Na ten motocykl czekałem z zapartym tchem a gdy w końcu siego doczekałem… to byłem chory :/ Dlatego motocyklem nacieszyłem się zdecydowanie krócej, i polatałem nim zdecydowanie mniej niż bym chciał.
Wsiadając po raz pierwszy na YAMAHA MT-10 czułem dreszcze. Trochę od gorączki a trochę z tego powodu, ze wszyscy na około trąbili jaki to jest szalony motocykl. Na początek odpaliłem najsłabszą mapę i nażywszy tryb trakcji. Chciałem oswoić się z motocyklem, poczuć jak skręca, jak przyśpiesza i wytraca prędkość. Myślałem też, ze trzeba się będzie przyzwyczajać dłużnej do jego masy i rozmiarów a także pozycji. Jak się okazało później – trakcja faktycznie na najwyższym stopniu ale mapa najsłabsza nie była 😉 Pozycja zachwyciła mnie od samego początku, a sprzęt… w cale nie jest taki duży jakby się wydawał. Owiewki nadają mu wygląd dużego, topornego i masywnego. Wrażenie bardzo szybko mija po wejściu na motocykl i po przejechaniu raptem kilku kilometrów.
Jednak co by nie mówić o tym sprzęcie to faktycznie jest szalony. Rwie od dołu. Podrywa w górnym zakresie obrotów. Gdyby nie kontrola trakcji to było by grubo. Motocykl chce jechać i chętnie reaguje na najmniejszy ruch manetką… no ale o tym to może w recenzji właściwej 😉 W tym odcinku standardowo pierwsze wrażenia z jazdy na tym sprzęcie. Pierwsze spostrzeżenia, pierwsze odczucia, pierwsze zachwyty i zdziwienia oraz odkrywanie tempomatu.
I o ile na początku byłem nieco zamulony to bardzo szybko mi przeszło. Jazda na tym sprzęcie była w tym przypadku uzdrawiająca 😉 Też jest to kwestia tego, że wsiadłem na ten sprzęt po krótkiej przerwie w jeżdżeniu. Także trochę mi się udzieliło i pomimo ogólnego zmęczenia – bawiłem się przednie. I wbrew pozorom na tym odcinku to ja, choć faktycznie brzmię całkiem obco. Także serdecznie zapraszam Was do kolejnego odcinka w którym to dzielę się wrażeniami z pierwszej jazdy na nowym sprzęcie.